Fragmenty adhortacji Benedykta XVI Sacramentum Caritatis
Posynodalna adhortacja apostolska o Eucharystii, źródle i szczycie życia i misji Kościoła.
66. Kulminacyjnym momentem Synodu była wspólna, wraz z licznymi wiernymi, adoracja eucharystyczna w Bazylice św. Piotra. Biorąc udział w tej modlitwie, zgromadzenie biskupów zwróciło uwagę, nie tylko słowami, na znaczenie wewnętrznej relacji pomiędzy celebracją eucharystyczną a adoracją. W tym ważnym aspekcie wiary Kościoła znajduje się jeden z elementów decydujących o jego drodze, podjętej po odnowie liturgicznej zgodnej z wolą Soboru Watykańskigo II. W początkach reformy liturgicznej, wewnętrzny związek pomiędzy Mszą św. a adoracją nie był niekiedy postrzegany wystarczająco jasno. Rozprzestrzeniane wówczas zarzuty miały źródło w założeniu, że Chleb eucharystyczny miał być nam dany nie dla kontemplacji, ale dla spożywania. W rzeczywistości, w świetle doświadczenia modlitwy Kościoła okazuje się, że takie przeciwstawienie jest pozbawione jakiegokolwiek fundamentu. Już św. Augustyn powiedział:
«nemo autem illam carnem manducat, nisi prius adoraverit; (...) peccemus non adorando — Niech nikt nie spożywa tego Ciała, jeśli Go najpierw nie adorował; (...) grzeszylibyśmy, gdybyśmy Go nie adorowali» 191.
W Eucharystii naprawdę Syn Boży wychodzi nam naprzeciw i pragnie się z nami zjednoczyć; adoracja eucharystyczna nie jest niczym innym jak tylko oczywistym rozwinięciem celebracji eucharystycznej, która sama w sobie jest największym aktem adoracji Kościoła 192. Przyjęcie Eucharystii oznacza postawę adoracji wobec Tego, którego przyjmujemy. Właśnie dlatego i tylko dlatego stajemy się jedno z Nim i w pewien sposób kosztujemy zadatku piękna liturgii niebieskiej. Akt adoracji poza Mszą św. przedłuża i intensyfikuje to, co się dokonało podczas samej celebracji liturgicznej. W rzeczywistości
«tylko przez adorację można dojrzeć do głębokiego i autentycznego przyjęcia Chrystusa. I właśnie w tym akcie osobowego spotkania z Panem dojrzewa także posłannictwo społeczne, zawarte w Eucharystii, które ma na celu przełamanie barier nie tylko między Panem a nami, ale także i przede wszystkim barier odgradzających nas od siebie nawzajem» 193.
67. Dlatego wraz ze zgromadzeniem synodalnym żywo polecam pasterzom Kościoła oraz Ludowi Bożemu praktykę adoracji eucharystycznej, czy to osobistej, czy wspólnotowej194. Wielką korzyścią będzie tu odpowiednia katecheza, która wyjaśni wiernym znaczenie tego aktu kultu. Pozwala on głębiej i z większą korzyścią przeżywać samą celebrację liturgiczną. Następnie, na tyle, na ile to jest możliwe, w ośrodkach najbardziej zaludnionych byłoby stosowne wyznaczenie kościołów oraz oratoriów przeznaczonych właśnie dla wieczystej adoracji. Ponadto polecam, by w formacji katechetycznej dzieci, w szczególności w ramach przygotowania do pierwszej Komunii św., były one wprowadzane w znaczenie i piękno dotrzymywania towarzystwa Jezusowi i by było kultywowane ich zdumienie wobec Jego obecności w Eucharystii.
Chciałbym wyrazić mój głęboki szacunek oraz poparcie dla tych wszystkich instytutów życia konsekrowanego, których członkowie poświęcają znaczną część swego czasu na adorację eucharystyczną. W ten sposób dla wszystkich są przykładem tych, którzy pozwalają się kształtować przez realną obecność Pana. Tak samo pragnę dodać otuchy stowarzyszeniom wiernych, jak również bractwom, które podejmują tę praktykę jako swoje szczególne zadanie, stając się zaczynem kontemplacji dla całego Kościoła i przypominając o centralnym miejscu Chrystusa w życiu poszczególnych ludzi oraz wspólnot.
Przypisy:
191. Enarrationes in Psalmos 98, 9: CCL XXXIX, 1385; por. Benedykt XVI, Przemówienie do Kurii Rzymskiej (22 grudnia 2005): AAS 98 (2006), 44-45; «L'Osservatore Romano», wyd. polskie, n. 2/2006, s. 16.
192. Por. Propositio 6.
193. Benedykt XVI, Przemówienie do Kurii Rzymskiej (22 grudnia 2005): AAS 98 (2006), 45; «L'Osservatore Romano», wyd. polskie, n. 2/2006, s. 16.
Grafika autorstwa:
herby; Andrea Cordero Lanza di Montezemolo a designed the coat of arms of Pope Benedict XVI in 2005. Wikimedia Commons
zdjęcia;
Benedykt XVI autor Peter Nguyen
Fragmenty adhortacji Benedykta XVI Verbum Domini
– o Słowie Bożym w życiu i misji Kościoła,
Posynodalna adhortacja apostolska
do biskupów i duchowieństwa do osób konsekrowanych i wiernych świeckich.
54. To, co mówimy ogólnie o relacji między słowem i sakramentami, ma głębsze znaczenie w odniesieniu do celebracji eucharystycznej. Wewnętrzna jedność słowa Bożego i Eucharystii zakorzeniona jest zresztą w świadectwie Pisma świętego (por. J 6; Łk 24), poświadczona przez Ojców Kościoła i potwierdzona przez Sobór Watykański II.191 Pomyślmy tu o wielkiej mowie Jezusa o chlebie życia, wygłoszonej w synagodze w Kafarnaum (por. J 6, 22-69), zawierającej w tle porównanie Mojżesza z Jezusem – tego, który rozmawiał twarzą w twarz z Bogiem (por. Wj 3, 11), z Tym, który objawił Boga (por. J 1, 18). Mowa o chlebie nawiązuje bowiem do Bożego daru, jaki Mojżesz otrzymał dla swojego ludu, w postaci manny na pustyni, a którym w rzeczywistości jest Torah – słowo Boże, które pozwala żyć (por. Ps 119 [118]; Prz 9, 5).
Jezus urzeczywistnia prastarą figurę w sobie:
„chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu. (…) Ja jestem chlebem życia” (J 6, 33-35).
Tutaj „Prawo stało się Osobą." W spotkaniu z Jezusem karmimy się, można by powiedzieć, samym żywym Bogiem, rzeczywiście pożywamy „chleb z nieba”.[192] W mowie w Kafarnaum Janowy Prolog zostaje pogłębiony: jeśli w nim Boży Logos staje się ciałem, tutaj ciało to staje się „chlebem” danym za życie świata (por. J 6, 51), co stanowi nawiązanie do daru, który Jezus uczyni z siebie w tajemnicy krzyża, a co potwierdzają słowa o Jego krwi danej do „picia” (por. J 6, 53). I tak w tajemnicy Eucharystii zostaje ukazane, co jest prawdziwą manną, prawdziwym chlebem z nieba: jest nim Boży Logos, który stał się ciałem, który dał samego siebie za nas w Tajemnicy Paschalnej.
Opowiadanie św. Łukasza o uczniach z Emaus pozwala nam posunąć się jeszcze dalej w refleksji na temat związku między słuchaniem słowa i łamaniem chleba (por. Łk 24, 13-35). Jezus podszedł do nich nazajutrz po szabacie, słuchał, jak mówili o swojej zawiedzionej nadziei; idąc z nimi, „wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego” (Łk 24, 27). Obaj uczniowie zaczynają patrzeć w nowy sposób na Pisma wraz z Wędrowcem, który wykazuje niezwykłą znajomość ich życia.
To, co wydarzyło się w tamtych dniach, nie jawi się już jako porażka, ale jako spełnienie i nowy początek. Jednak nawet te słowa nie wydają się jeszcze wystarczać dwom uczniom. Ewangelia Łukasza mówi nam, że „otworzyły się im oczy i poznali Go” (Łk 24, 31) dopiero wtedy, gdy Jezus wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dał im, wcześniej natomiast „oczy ich były jakby przesłonięte, tak że Go nie poznali” (Łk 24, 16). Obecność Jezusa, najpierw Jego słowa, a potem gest łamania chleba pozwoliły uczniom rozpoznać Go; mogą jeszcze raz i na nowo poczuć to, co już wcześniej z Nim przeżyli: „Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?” (Łk 24, 32).
Przypisy:
191. Por. Konst. o liturgii świętej Sacrosanctum Concilium, 48. 51. 56; Konst. dogmat. o Objawieniu Bożym Dei verbum, 21. 26; Dekret o misyjnej działalności Kościoła Ad gentes, 6. 15; Dekret o posłudze i życiu prezbiterów Presbyterorum ordinis, 18; Dekret o przystosowanej do współczesności odnowie życia zakonnego Perfectae caritatis, 6. W wielkiej Tradycji Kościoła znajdujemy tak wymowne wyrażenia, jak: « Corpus Christi intelligitur etiam (...) Scriptura Dei » (« również Pismo Boże uważa się za Ciało Chrystusa): WALTRAMUS: De unitate Ecclesiae conservanda, 1,14, W. SCHWENKENBECHER, Hannoverae 1883, s. 33; « Ciało Pana jest prawdziwym pokarmem i Jego krew prawdziwym napojem; oto prawdziwe dobro, zapewnione nam w życiu obecnym, karmić się Jego ciałem i pić Jego krew, nie tylko w Eucharystii, ale także przy czytaniu Pisma Świętego. Istotnie, prawdziwym pokarmem i prawdziwym napojem jest Słowo Boże, które się czerpie z poznania Pism »: ŚW. HIERONIM, Commentarius in Ecclesiasten, III: PL 23, 1092 A.
Homilia Benedykta XVI w Uroczystość Bożego Ciała, 7.06.2012 r.
Drodzy bracia i siostry!
Dziś wieczór chciałbym zastanowić się z wami nad dwoma powiązanymi ze sobą aspektami tajemnicy Eucharystii: kultem Eucharystii i jej sakralnością. Ważne jest ich przemyślenie, aby je ustrzec przed niepełnym pojmowaniem tej tajemnicy - takim, jak to miało miejsce w niedawnej przeszłości.
Przede wszystkim chciałbym rozważyć wartość kultu eucharystycznego, a zwłaszcza adoracji Najświętszego Sakramentu. Jest to doświadczenie, które także dziś wieczorem będziemy przeżywali po Mszy św., przed procesją, podczas jej trwania i na jej zakończenie. Jednostronna interpretacja Soboru Watykańskiego II umniejszyła znaczenie tego wymiaru, ograniczając w praktyce Eucharystię do czasu jej sprawowania. Rzeczywiście bardzo ważne było uznanie centralnego znaczenia celebracji, w której Pan zwołuje swój lud, gromadzi go wokół podwójnego stołu: Słowa i Chleba życia, karmi go i jednoczy z sobą w Ofierze eucharystycznej. To docenienie zgromadzenia liturgicznego, w którym Pan dokonuje swej tajemnicy komunii i ją urzeczywistnia, jest oczywiście ważne, ale należy mu przywrócić właściwą równowagę. W rzeczywistości - jak to często bywa - aby uwydatnić jeden aspekt, pomija się inny. W tym przypadku słuszne położenie akcentu na sprawowanie Eucharystii doprowadziło do uszczerbku adoracji jako aktu wiary i modlitwy do Pana Jezusa, rzeczywiście obecnego w sakramencie ołtarza. To zachwianie równowagi wpłynęło również na życie duchowe wiernych. Gdy skupimy bowiem relację z Jezusem obecnym w Eucharystii jedynie na wydarzeniu Mszy św., grozi nam ogołocenie z Jego obecności pozostałego czasu i przestrzeni egzystencjalnej. I tak słabnie zdolność postrzegania stałej obecności Jezusa wśród nas i z nami, obecności konkretnej, bliskiej, w naszych domach, niczym «bijącego serca» miasta, kraju, terytorium z ich różnymi formami wyrazu i działalnością. Sakrament miłości Chrystusa musi przenikać całe życie codzienne.
W rzeczywistości błędem jest przeciwstawianie celebracji i adoracji, jak gdyby ze sobą konkurowały. Jest dokładnie przeciwnie: kult Najświętszego Sakramentu stanowi jakby «środowisko» duchowe, w którym wspólnota może sprawować Eucharystię dobrze i w prawdzie. Tylko wtedy, gdy czynność liturgiczną poprzedza, gdy jej towarzyszy i trwa po niej ta wewnętrzna postawa wiary i adoracji, może wyrazić się jej pełne znaczenie i wartość. Do spotkania z Jezusem w Mszy św. dochodzi prawdziwie i w pełni, kiedy wspólnota jest w stanie uznać, że On w sakramencie jest w swoim domu, czeka na nas, zaprasza nas do swojego stołu, a następnie, kiedy zgromadzenie się rozchodzi, pozostaje z nami - obecny w sposób dyskretny i milczący - oraz wspiera nas przez swoje wstawiennictwo, wciąż przyjmuje nasze duchowe ofiary składając je Ojcu.
W związku z tym chciałbym zwrócić uwagę na doświadczenie, które będziemy przeżywać razem również dzisiejszego wieczoru. W chwili adoracji wszyscy jesteśmy na tym samym poziomie, klęcząc przed Sakramentem Miłości. Kapłaństwo powszechne i kapłaństwo służebne łączą się ze sobą w kulcie eucharystycznym. Jest to bardzo piękne i znaczące doświadczenie, które przeżywaliśmy przy różnych okazjach w Bazylice św. Piotra, a także podczas niezapomnianych czuwań z młodzieżą - przykładowo wspomnę te w Kolonii, Londynie, Zagrzebiu czy Madrycie. Jest oczywiste dla wszystkich, że te chwile czuwania eucharystycznego przygotowują sprawowanie Mszy św., przygotowują serca do spotkania, dzięki czemu staje się ono jeszcze bardziej owocne. Długie przebywanie razem w ciszy przed Panem obecnym w swoim sakramencie jest jednym z najbardziej autentycznych doświadczeń naszego bycia Kościołem, które łączy się komplementarnie ze sprawowaniem Eucharystii, wspólnym słuchaniem Słowa Bożego, śpiewaniem, przystępowaniem do stołu Chleba Życia.
Komunii i kontemplacji nie można oddzielać - łączą się one ze sobą. Aby komunikować się naprawdę z inną osobą, muszę ją znać, umieć przebywać blisko niej w milczeniu, słuchać jej, patrzeć na nią z miłością. Prawdziwa miłość i prawdziwa przyjaźń zawsze żyją tą wymianą spojrzeń, intensywnym milczeniem, wymownym, pełnym szacunku i czci, tak, by spotkanie było przeżywane głęboko, w sposób osobowy, a nie powierzchownie. Niestety, kiedy brakuje tego wymiaru, także sama komunia sakramentalna może stać się z naszej strony powierzchownym gestem. Natomiast w prawdziwej komunii, przygotowanej przez dialog modlitwy i życia, możemy powiedzieć do Pana słowa zaufania, jak te, które niedawno powtarzaliśmy w psalmie responsoryjnym:
«Jam sługa Twój, syn Twej służebnicy. Ty rozerwałeś moje kajdany. Tobie złożę ofiarę pochwalną i wezwę imienia Pana» (Ps 115, 16-17).
Chciałbym teraz pokrótce omówić drugi aspekt: sakralność Eucharystii. Także w tym względzie w niedawnej przeszłości doszło do pewnego niezrozumienia autentycznego orędzia Pisma Świętego. Chrześcijańska nowość w odniesieniu do kultu znalazła się pod wpływem pewnej zeświecczonej mentalności lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ub. wieku. To prawda i pozostaje to nadal ważne, że istotą kultu nie są już obrzędy i starożytne ofiary, ale jest nią sam Chrystus, Jego osoba, Jego życie, Jego tajemnica paschalna. A jednak z tej zasadniczej nowości nie należy wyciągać wniosków, że nie ma już sacrum, lecz że znalazło ono swoje wypełnienie w Jezusie Chrystusie, wcielonej miłości Bożej.
Dzisiejsze drugie czytanie - z Listu do Hebrajczyków - mówi nam właśnie o nowości kapłaństwa Chrystusa, «arcykapłana dóbr przyszłych» (Hbr 9,11), ale nie mówi, że kapłaństwo już się skończyło. Chrystus «jest pośrednikiem Nowego Przymierza» (Hbr 9,15), ustanowionego w Jego krwi, która oczyszcza nasze «sumienia z martwych uczynków» (Hbr 9,14). On nie zniósł sacrum, ale doprowadził do jego wypełnienia, rozpoczynając nowy kult, który jest całkowicie duchowy, jednakże, dopóki pielgrzymujemy w czasie, posługuje się jeszcze znakami i obrzędami, które zanikną dopiero u kresu, w niebiańskiej Jerozolimie, gdzie nie będzie już świątyni (por. Ap 21, 22). Dzięki Chrystusowi sakralność jest prawdziwsza, bardziej intensywna i, tak jak w przypadku przykazań, także bardziej wymagająca! Nie wystarcza przestrzeganie rytuałów, ale konieczne jest oczyszczenie serca i zaangażowanie życia.
Chciałbym także podkreślić, że sacrum ma funkcję wychowawczą, a jego zniknięcie nieuchronnie zubaża kulturę, w szczególności formację nowych pokoleń. Jeśli na przykład w imię wiary zeświecczonej, nie potrzebującej już świętych znaków, zostałaby zniesiona ta miejska procesja Bożego Ciała, wymiar duchowy Rzymu byłby «ukryty», a nasza świadomość indywidualna i wspólnotowa zostałaby w ten sposób osłabiona. Albo też pomyślmy o matce i ojcu, którzy w imię zdesakralizowanej wiary pozbawiliby swoje dzieci ich rytuałów religijnych: w istocie pozostawiliby otwarte pole dla tak wielu namiastek obecnych w społeczeństwie konsumpcyjnym, dla innych obrzędów i innych znaków, które łatwiej mogłyby stać się bożkami. Bóg, nasz Ojciec, nie postąpił w taki sposób z ludzkością: posłał swego Syna na świat nie po to, aby znieść, ale aby wypełnić także sacrum. W kulminacyjnym momencie tej misji, w czasie Ostatniej Wieczerzy Jezus ustanowił sakrament swego Ciała i swojej Krwi, pamiątkę swej Ofiary paschalnej. W ten sposób On sam zajął miejsce dawnych ofiar, ale uczynił to w obrębie obrzędu, którego zachowywanie powierzył apostołom, jako najwyższego znaku prawdziwego Sacrum, którym jest On sam. Z tą wiarą, drodzy bracia i siostry, sprawujemy dziś i każdego dnia tajemnicę eucharystyczną i czcimy ją jako centrum naszego życia i serce świata.
Rozważanie Benedykta XVI przed modlitwą „Anioł Pański”
w Uroczystość Bożego Ciała 26.06.2011 r.
Drodzy bracia i siostry!
Dziś we Włoszech i w innych krajach obchodzona jest uroczystość Bożego Ciała - święto Eucharystii. Czcimy sakrament Ciała i Krwi Pana, który On ustanowił w czasie Ostatniej Wieczerzy i który stanowi najcenniejszy skarb Kościoła. Eucharystia jest jakby bijącym sercem, dającym życie całemu mistycznemu Ciału Kościoła - organizmowi społecznemu opartemu całkowicie na duchowej, ale konkretnej więzi z Chrystusem. Apostoł Paweł mówi:
«Ponieważ jeden jest chleb, przeto my, liczni, tworzymy jedno ciało. Wszyscy bowiem bierzemy z tego samego chleba» (1 Kor 10,17).
Bez Eucharystii Kościół po prostu by nie istniał. To Eucharystia bowiem sprawia, że wspólnota ludzka staje się tajemnicą komunii, że jest zdolna nieść Boga światu i przybliżać świat do Boga. Duch Święty, który przemienia chleb i wino w Ciało i Krew Chrystusa, przemienia także tych, którzy je przyjmują z wiarą, w członków Ciała Chrystusa, tak że Kościół jest rzeczywiście sakramentem jedności ludzi z Bogiem i między sobą.
Eucharystia stanowi coś w rodzaju «antidotum», działającego w umysłach i sercach ludzi wierzących, wciąż zaszczepia im logikę wspólnoty, służby, dzielenia się, jednym słowem - logikę Ewangelii, w kulturze coraz bardziej indywidualistycznej, jaką jest kultura, w której żyjemy w społeczeństwach zachodnich i która rozszerza się na cały świat.
W Jerozolimie pierwsi chrześcijanie byli oczywistym znakiem tego nowego stylu życia, żyli bowiem w braterstwie i oddawali na rzecz wspólnoty swoje dobra, aby nikt nie był ubogi (por. Dz 2, 42-47). Co było źródłem tego wszystkiego? Eucharystia, to znaczy Chrystus zmartwychwstały, obecny rzeczywiście wśród swoich uczniów i działający mocą Ducha Świętego. Również w następnych pokoleniach, poprzez wieki, Kościół mimo ograniczeń i błędów ludzkich nadal był w świecie mocą komunii. Mamy na myśli zwłaszcza okresy najtrudniejsze, próby. Jak wielkie znaczenie miała na przykład w krajach poddanych reżimom totalitarnym możliwość spotykania się na niedzielnej Mszy św.! Jak mawiali starożytni męczennicy z Abiteny: «Sine Dominico non possumus» - bez Dominicum, czyli bez niedzielnej Eucharystii, nie możemy żyć. Ale pustka, stworzona przez źle pojętą wolność, może być również niebezpieczna, dlatego wspólnota z Ciałem Chrystusa jest lekiem rozumu i woli, pozwalającym odnaleźć upodobanie do prawdy i wspólnego dobra.
Drodzy przyjaciele, módlmy się do Maryi Panny, którą mój poprzednik, bł. Jan Paweł II nazwał «Niewiastą Eucharystii» (Ecclesia de Eucharistia, 53-58). Niech w Jej szkole również nasze życie staje się w pełni «eucharystyczne», otwarte na Boga i na innych, abyśmy potrafili przemieniać zło w dobro mocą miłości, starając się sprzyjać jedności, wspólnocie i braterstwu.
Homilia Benedykta XVI podczas Mszy św. w uroczystość Bożego Ciała 3.06.2010 r.
Drodzy bracia i siostry!
Kapłaństwo Nowego Testamentu jest ściśle związane z Eucharystią. Dlatego dzisiejsza uroczystość Bożego Ciała, pod koniec Roku Kapłańskiego, zachęca nas do medytacji nad stosunkiem między Eucharystią i kapłaństwem Chrystusa. Na to kierują naszą uwagę również pierwsze czytanie i Psalm responsoryjny, ukazujące postać Melchizedeka. Krótki fragment z Księgi Rodzaju (por. 14, 18-20) mówi, że Melchizedek, król Szalemu, był «kapłanem Boga Najwyższego», dlatego też «wyniósł chleb i wino» i «błogosławił Abrama», który odniósł zwycięstwo w walce; Abram zaś ofiarował mu «dziesiątą część ze wszystkiego». Natomiast w Psalmie, w jego ostatniej strofie, znajdują się uroczyste słowa, przysięga samego Boga, który oznajmia Królowi Mesjaszowi: «Tyś Kapłanem na wieki na wzór Melchizedeka» (Ps 110 [109], 4). Tak więc Mesjasz zostaje ogłoszony nie tylko Królem, ale i Kapłanem. Ten fragment posłużył za punkt wyjścia obszernego i rozbudowanego wywodu autorowi Listu do Hebrajczyków. A my powtarzaliśmy w refrenie: «Jesteś kapłanem tak jak Melchizedek» - słowa te są niemal wyznaniem wiary, które w dzisiejsze święto nabiera szczególnego znaczenia. Wyrażają radość wspólnoty, radość całego Kościoła, który kontemplując i adorując Przenajświętszy Sakrament, uznaje, że jest w nim rzeczywiście i stale obecny Jezus, najwyższy i wieczny Kapłan.
Drugie czytanie i Ewangelia kierują natomiast uwagę na tajemnicę eucharystyczną. Z Pierwszego Listu do Koryntian (por. 11, 23-26) został zaczerpnięty istotny fragment, w którym św. Paweł przypomina tamtejszej wspólnocie znaczenie i wartość «Wieczerzy Pańskiej», o których Apostoł mówił i pouczał, lecz które mogły zostać zagubione. Ewangelia natomiast opowiada o cudownym rozmnożeniu chleba i ryb - w wersji spisanej przez św. Łukasza. Znak ten, poświadczony przez wszystkich Ewangelistów, jest zapowiedzią daru, który Chrystus miał uczynić z samego siebie, aby dać ludzkości życie wieczne. Obydwa teksty uwydatniają modlitwę Chrystusa, wypowiadaną podczas łamania chleba. Oczywiście jest wyraźna różnica między tymi dwiema sytuacjami: kiedy Jezus dzieli chleb i ryby dla rzesz, dziękuje Ojcu niebieskiemu za Jego opatrzność, ufny, że nie dopuści On, by zabrakło pożywienia dla wszystkich tych ludzi. Natomiast w czasie Ostatniej Wieczerzy Jezus przemienia chleb i wino we własne Ciało i Krew, aby uczniowie mogli się Nim karmić i żyć w ścisłej i rzeczywistej komunii z Nim.
Pierwszą rzeczą, o której należy zawsze pamiętać, jest to, że według tradycji żydowskiej, Jezus nie był kapłanem. Jego rodzina nie należała do rodu kapłańskiego. Nie należała do pokolenia Aarona, ale do pokolenia Judy, a zatem - z punktu widzenia prawa - droga kapłaństwa była przed Nim zamknięta. Osoba i działalność Jezusa z Nazaretu nie wpisują się w dzieje starożytnych kapłanów, lecz raczej proroków. I w takim kontekście Jezus odniósł się z rezerwą do rytualnej koncepcji religii, krytykując podejście nadające większą wartość przepisom ludzkim, związanym z rytualną czystością, niż wypełnianiu przykazań Bożych, a mianowicie miłości Boga i bliźniego, która - jak mówi Pan - «znaczy daleko więcej niż wszystkie całopalenia i ofiary» (Mk 12, 33). Nawet wewnątrz Świątyni Jerozolimskiej, która była miejscem świętym par excellence, Jezus czyni gest wybitnie prorocki, kiedy wypędza wymieniających pieniądze i handlarzy zwierząt, a jedne i drugie służyły do składania tradycyjnych ofiar. Jezus nie jest zatem uznawany za Mesjasza kapłańskiego, ale prorockiego i królewskiego. Również Jego śmierć, którą my, chrześcijanie, słusznie nazywamy «ofiarą», nie miała nic wspólnego z dawnymi ofiarami, a wręcz była ich przeciwieństwem: było to wykonanie wyroku śmierci przez ukrzyżowanie, najbardziej hańbiące, które dokonało się poza murami Jerozolimy.
A zatem w jakim sensie Jezus jest kapłanem? Mówi nam o tym właśnie Eucharystia. Możemy znów za punkt wyjścia wziąć proste słowa, opisujące Melchizedeka: «wyniósł chleb i wino» (Rdz 14,18). To samo uczynił Jezus w czasie Ostatniej Wieczerzy - ofiarował chleb i wino, i w tym geście zawarł całego siebie i całą swoją misję. W tym akcie, w poprzedzającej go modlitwie i w słowach, które mu towarzyszą, zawiera się cały sens tajemnicy Chrystusa, tak jak wyraża go List do Hebrajczyków w decydującym fragmencie, który trzeba przytoczyć:
«Z głośnym wołaniem i płaczem za swych dni doczesnych zanosił On gorące prośby i błagania do Tego, który mógł Go wybawić od śmierci - pisze autor o Jezusie - i został wysłuchany dzięki swej uległości. I chociaż był Synem, nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał. A gdy wszystko wykonał, stał się sprawcą zbawienia wiecznego dla wszystkich, którzy Go słuchają, nazwany przez Boga arcykapłanem na wzór Melchizedeka» (5, 7-10).
W tym tekście, wyraźnie nawiązującym do duchowego konania w Getsemani, męka Chrystusa jest przedstawiona jako modlitwa i jako ofiara. Gdy wybija Jego «godzina» - która Go prowadzi do śmierci na krzyżu - Jezus jest pogrążony w głębokiej modlitwie jednoczącej Jego własną wolę z wolą Ojca. Ta wola - dwojaka i jedyna - to wola miłości. W tej modlitwie tragiczna próba, którą przechodzi Jezus, zostaje przemieniona w dar, w żywą ofiarę.
List do Hebrajczyków mówi, że Jezus «został wysłuchany». W jakim sensie? W takim, że Bóg Ojciec wyzwolił Go ze śmierci i wskrzesił. Został wysłuchany właśnie dzięki temu, że całkowicie zdał się na wolę Ojca: Boży zamysł miłości mógł się wypełnić w sposób doskonały w Jezusie, który będąc posłuszny aż do końca, do śmierci krzyżowej, stał się «sprawcą zbawienia» dla wszystkich, którzy są Mu posłuszni. Stał się zatem najwyższym Kapłanem, bo sam wziął na siebie cały grzech świata, jako «Baranek Boży». To Ojciec obdarza Go tym kapłaństwem, właśnie w chwili, kiedy Jezus «przechodzi» przez swoją śmierć i zmartwychwstanie. Nie jest to kapłaństwo według przepisów Prawa Mojżeszowego (por. Kpł 8-9), ale «według porządku Melchizedeka», zgodnie z porządkiem prorockim, uzależnione jedynie od Jego szczególnej relacji z Bogiem.
Powróćmy do słów z Listu do Hebrajczyków, mówiących: «Chociaż był Synem, nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał». Kapłaństwo Chrystusa wiąże się z cierpieniem. Jezus naprawdę cierpiał, i to cierpiał za nas. On był Synem i nie musiał uczyć się posłuszeństwa, ale my tak, musieliśmy i nadal musimy się go uczyć. Dlatego Syn przyjął nasze człowieczeństwo i za nas pozwolił się «wychować» przez cierpienie, pozwolił, by ono Go przemieniło, niczym ziarno pszenicy, które musi obumrzeć w ziemi, aby przyniosło owoc. Poprzez ten proces Jezus «wszystko wykonał», po grecku teleiotheis. Musimy zwrócić uwagę na to wyrażenie, gdyż jest ono bardzo znaczące. Wskazuje na pokonanie pewnej drogi, tej właśnie drogi wychowania i przemiany Syna Bożego przez cierpienie, przez bolesną mękę. To dzięki tej przemianie Jezus Chrystus stał się «Najwyższym Kapłanem» i może zbawić każdego, kto Mu się zawierza. Pojęcie teleiotheis, słusznie przetłumaczone jako «wszystko wykonał», zawiera rdzeń słowa, które w greckiej wersji Pięcioksięgu, czyli pierwszych pięciu ksiąg Biblii, jest używane zawsze w odniesieniu do konsekracji starożytnych kapłanów. To odkrycie jest bardzo cenne, ponieważ mówi nam, że męka była dla Jezusa jakby konsekracją kapłańską. On nie był kapłanem według Prawa, lecz stał się nim swoją egzystencją, przez Paschę męki, śmierci i zmartwychwstania: ofiarował samego siebie w duchu zadośćuczynienia, a Ojciec, wywyższając Go ponad wszelkie stworzenie, ustanowił Go Pośrednikiem zbawienia wszystkich.
Powróćmy do naszej medytacji, do Eucharystii, która za chwilę będzie głównym momentem naszego zgromadzenia liturgicznego. W niej Jezus antycypował swoją Ofiarę, Ofiarę nie rytualną, lecz osobistą. W czasie Ostatniej Wieczerzy działa On pod natchnieniem owego «wiecznego Ducha», z jakim później ofiaruje się na krzyżu (por. Hbr 9,14). Jezus, czyniąc dziękczynienie i błogosławiąc, przemienia chleb i wino. To Boża miłość przemienia - miłość, z jaką Jezus godzi się z góry oddać całego siebie. Ta miłość to nic innego jak Duch Święty, Duch Ojca i Syna, który konsekruje chleb i wino i przemienia ich substancję w Ciało i Krew Pana, sprawiając, że w sakramencie jest obecna ta sama Ofiara, która później zostaje złożona w sposób krwawy na krzyżu. Możemy zatem stwierdzić, że Chrystus jest kapłanem prawdziwym i skutecznym, ponieważ był pełen mocy Ducha Świętego, była w Nim pełnia miłości Bożej, i to właśnie w «noc, w którą został zdradzony», właśnie w «godzinie mroków» (por. Łk 22,53). Ta moc Boża, ta sama, która urzeczywistniła wcielenie Słowa, przemienia skrajną przemoc i skrajną niesprawiedliwość w najwyższy akt miłości i sprawiedliwości. Jest to dzieło kapłaństwa Chrystusa, które Kościół odziedziczył i kontynuuje w historii w dwojakiej formie - powszechnego kapłaństwa ochrzczonych i kapłaństwa służebnego szafarzy, aby przemieniać świat Bożą miłością. Wszyscy, kapłani i wierni, karmimy się tą samą Eucharystią, wszyscy klękamy, by Ją adorować, bo w niej jest obecny nasz Nauczyciel i Pan, jest obecne prawdziwe Ciało Jezusa, Ofiary i Kapłana, zbawienia świata. Chodźcie, weselmy się, śpiewając radosne pieśni! Przyjdźcie, by oddać cześć!
Homilia Benedykta XVI podczas Mszy św. w uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, 11.06.2009 r.
Drodzy bracia i siostry!
Te słowa, które Jezus wypowiedział podczas Ostatniej Wieczerzy, powtarzane są za każdym razem, kiedy ponawiana jest Ofiara eucharystyczna. Usłyszeliśmy je przed chwilą w Ewangelii św. Marka, a dziś, w uroczystość Bożego Ciała, rozbrzmiewają ze szczególną mocą. Kierują one naszą myśl ku Wieczernikowi, pozwalają na nowo przeżyć duchowy klimat owej nocy, kiedy to Pan, świętując Paschę ze swoimi, antycypował w misterium ofiarę, która miała się dokonać następnego dnia na krzyżu. Tak więc ustanowienie Eucharystii jawi się nam jako antycypacja i zaakceptowanie przez Jezusa swej śmierci. Św. Efrem Syryjczyk pisze na ten temat: W czasie wieczerzy Jezus sam złożył siebie w ofierze; na krzyżu został złożony w ofierze przez innych (por. Inno sulla crocifissione [Hymn o ukrzyżowaniu], 3,1).
«To jest moja Krew». Jest tu wyraźne nawiązanie do ofiarniczego języka Izraela. Jezus przedstawia samego siebie jako prawdziwą i ostateczną ofiarę, w której urzeczywistnia się ekspiacja za grzechy, która w obrzędach Starego Testamentu nigdy w pełni się nie dokonała. Po tej wypowiedzi następują dwie inne, bardzo znaczące. Przede wszystkim Jezus Chrystus mówi, że Jego Krew «za wielu będzie wylana», nawiązując w sposób wyraźny do pieśni o Słudze Pańskim, znajdujących się w Księdze Izajasza (por. rozdz. 53). A przez dopowiedzenie: «Krew Przymierza», Jezus ujawnia, że dzięki Jego śmierci urzeczywistnia się proroctwo o nowym Przymierzu, opartym na wierności i nieskończonej miłości Syna, który stał się człowiekiem, dlatego jest to Przymierze silniejsze od wszystkich grzechów ludzkości. Dawne Przymierze zostało przypieczętowane na Synaju przez rytualną ofiarę ze zwierząt, jak usłyszeliśmy w czasie pierwszego czytania, a naród wybrany, wyzwolony z niewoli Egiptu, obiecał przestrzegać wszystkich przykazań, danych przez Pana (por. Wj 24,3).
W rzeczywistości Izrael od samego początku, utworzywszy złotego cielca, dowiódł, że nie jest zdolny dochować wierności tej obietnicy, a tym samym zawartemu Przymierzu, któremu później wręcz bardzo często się sprzeniewierzał, dostosowując do swojego kamiennego serca Prawo, które miało mu wskazywać drogę życia. Pan jednak nie odstąpił od swojej obietnicy i, za pośrednictwem proroków, przywrócił wewnętrzny wymiar Przymierza; zapowiedział, że wypisze nowe Prawo na sercach swoich wiernych (por. Jr 31,33), przemieniając je przez dar Ducha (por. Ez 36, 25-27). I właśnie w czasie Ostatniej Wieczerzy zawarł z uczniami i z ludzkością to nowe Przymierze, potwierdzając je nie ofiarami ze zwierząt, jak to miało miejsce w przeszłości, lecz własną krwią, która stała się «Krwią nowego Przymierza». Oparł je zatem na swoim posłuszeństwie, silniejszym, jak powiedziałem, od wszystkich naszych grzechów.
Wyraźnie ukazuje to drugie czytanie, fragment zaczerpnięty z Listu do Hebrajczyków, w którym natchniony autor stwierdza, że Jezus jest «pośrednikiem Nowego Przymierza» (9,15). Stał się nim dzięki swojej Krwi, a ściślej, dzięki darowi z samego siebie, który nadaje pełną wartość przelaniu Jego Krwi. Na krzyżu Jezus jest zarazem ofiarą i kapłanem: ofiarą godną Boga, ponieważ nieskalaną, i najwyższym kapłanem, który ofiaruje samego siebie, pod natchnieniem Ducha Świętego, i oręduje za całą ludzkością. Krzyż jest zatem tajemnicą miłości i zbawienia, która nas oczyszcza - jak mówi List do Hebrajczyków - z «martwych uczynków», czyli z grzechów i uświęca nas, zapisując trwale w naszym sercu nowe Przymierze; Eucharystia, uobecniając ofiarę krzyża, czyni nas zdolnymi do wiernego przeżywania komunii z Bogiem.
Drodzy bracia i siostry - wszystkich was serdecznie pozdrawiam, poczynając od kardynała wikariusza i pozostałych obecnych tu kardynałów i biskupów - tak jak naród wybrany zgromadzony na Synaju, także my tego wieczoru chcemy potwierdzić naszą wierność Panu. Przed kilkoma dniami, gdy otwierałem doroczny kongres diecezjalny, zwróciłem uwagę na to, jak ważne jest, by jako Kościół nieustannie wsłuchiwać się w Słowo Boże, w modlitwie i zgłębiając Pisma, zwłaszcza przez praktykowanie lectio divina, czyli medytacyjnej i adoracyjnej lektury Biblii. Wiem, że w związku z tym zostały podjęte liczne inicjatywy - w parafiach, w seminariach, we wspólnotach religijnych, w bractwach, w stowarzyszeniach i ruchach apostolskich - które wzbogacają naszą wspólnotę diecezjalną. Do członków tych wielorakich wspólnot kościelnych kieruję braterskie pozdrowienie.
Wasza tak liczna obecność na tej uroczystości, drodzy przyjaciele, pokazuje, że Bóg kształtuje naszą wspólnotę, charakteryzującą się wielością kultur i różnych doświadczeń, jako «swój» lud, jako jedno Ciało Chrystusa, dzięki naszemu szczeremu udziałowi w dwojakim stole - Słowa i Eucharystii. Karmieni Chrystusem, my, Jego uczniowie, otrzymujemy misję - mamy być «duszą» tego naszego miasta (por. Lettera a Diogneto [List do Diogneta], 6; ed. Funk, i, p. 400; zob. także Ig, 38), zaczynem odnowy, chlebem «łamanym» dla wszystkich, zwłaszcza dla tych, którzy żyją w sytuacjach niedostatku, ubóstwa i cierpienia fizycznego i duchowego. Bądźmy świadkami Jego miłości.
Zwracam się w szczególności do was, drodzy kapłani, których Chrystus wybrał, abyście razem z Nim przeżywali swe życie jako ofiarę chwały za zbawienie świata. Tylko ze zjednoczenia z Jezusem możecie czerpać duchowe bogactwo, z którego rodzi się nadzieja w waszej pasterskiej posłudze. Św. Leon Wielki przypomina, że «nasze uczestnictwo w Ciele i Krwi Chrystusa ma na celu nie co innego, jak to, abyśmy się stali tym, co otrzymujemy» (Sermo 12, De Passione, 3, 7, pl 54). Jeżeli jest to prawdą dla każdego chrześcijanina, tym bardziej jest prawdziwe dla nas kapłanów. Stać się Eucharystią! Niech to właśnie będzie naszym ustawicznym pragnieniem i zobowiązaniem, aby ofierze Ciała i Krwi Pańskiej, którą składamy na ołtarzu, towarzyszyła ofiara z naszego życia. Każdego dnia czerpmy z Ciała i Krwi Pana tę wolną i czystą miłość, która czyni nas godnymi kapłanami Chrystusa i świadkami Jego radości. Tego oczekują od kapłana wierni, a mianowicie, żeby dawał przykład autentycznego nabożeństwa do Eucharystii; pragną widzieć, jak spędza długie chwile w ciszy i na adoracji przed Jezusem, jak czynił to św. Proboszcz z Ars, którego w sposób szczególny będziemy wspominać w czasie bliskiego już Roku Kapłańskiego.
Św. Jan Maria Vianney zwykł mawiać do swoich parafian: «Przystępujcie do komunii... To prawda, że nie jesteście tego godni, ale tego potrzebujecie» (Bernard Nodet, Le curé d'Ars. Sa pensée - Son coeur, éd. Xavier Mappus, Paris 1995, p. 119). Świadomi, że nie jesteśmy godni z powodu grzechów, ale potrzebujemy karmić się miłością, którą Pan daje nam w sakramencie Eucharystii, odnówmy tego wieczoru naszą wiarę w rzeczywistą obecność Chrystusa w Eucharystii. Tej wiary nie należy uważać za coś oczywistego! Dziś także w łonie Kościoła istnieje niebezpieczeństwo ukrytej sekularyzacji, której przejawem może być formalny i pusty kult eucharystyczny, celebracje bez owego zaangażowania serca, wyrażającego się w czci i szacunku dla liturgii. Zawsze silna jest pokusa ograniczania modlitwy do krótkich chwil i powierzchowności w niej, kiedy pozwalamy, by przeważały zajęcia i troska o sprawy ziemskie.
Gdy za chwilę będziemy odmawiać Ojcze nasz, modlitwę par excellence, powiemy: «Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj», mając na myśli naturalnie chleb powszedni dla nas i dla wszystkich ludzi. Ta prośba zawiera jednak coś głębszego. Grecki termin epioúsios, który tłumaczymy przez «codzienny», może nawiązywać także do chleba «pozasubstancjalnego», do chleba «przyszłego świata». Niektórzy Ojcowie Kościoła widzieli w tym odniesienie do Eucharystii, chleba życia wiecznego, nowego świata, który jest nam dany już dzisiaj we Mszy św., aby już od tej chwili rozpoczął się w nas przyszły świat. Przez Eucharystię zatem niebo zstępuje na ziemię, przyszłość Boga wchodzi w teraźniejszość i czas zostaje jakby ogarnięty przez Bożą wieczność.
Drodzy bracia i siostry, jak każdego roku, po zakończeniu Mszy św. odbędzie się tradycyjna procesja eucharystyczna, i modlitwą oraz śpiewem będziemy zgodnie zanosić prośby do Pana obecnego w konsekrowanej hostii. Powiemy Mu w imieniu całego miasta: Zostań z nami, Jezu, uczyń nam dar z siebie i daj nam chleba, który jest pokarmem na życie wieczne! Uwolnij ten świat od trucizny zła, od przemocy i nienawiści, która skaża sumienia, oczyść go mocą swej miłosiernej miłości. A Ty, Maryjo, która przez całe swoje życie byłaś Niewiastą «eucharystyczną», pomóż nam podążać razem ku niebieskiej mecie, karmiąc się Ciałem i Krwią Chrystusa - Chlebem życia wiecznego i lekarstwem Bożej nieśmiertelności.
Homilia Benedykta XVI podczas Mszy św. w uroczystość Bożego Ciała 22.05.2008 r.
Drodzy bracia i siostry!
Po bardzo ważnym okresie roku liturgicznego, którego centrum jest Wielkanoc, a który trwa trzy miesiące - najpierw czterdzieści dni Wielkiego Postu, a potem pięćdziesiąt okresu wielkanocnego - obchodzimy teraz w liturgii trzy święta, które mają charakter «syntetyczny»: Najświętszej Trójcy, potem Bożego Ciała, a w końcu Najświętszego Serca Pana Jezusa. Jakie jest znaczenie dzisiejszego święta Ciała i Krwi Chrystusa? Mówi nam o tym sama liturgia, którą sprawujemy, jej podstawowe elementy: przede wszystkim zgromadziliśmy się wokół ołtarza Pańskiego, by razem stanąć w Jego obecności; w drugiej części odbędzie się procesja, czyli będziemy iść z Panem; i w końcu będziemy klęczeć przed Panem, w adoracji, która rozpoczyna się już w czasie Mszy św. i trwa podczas całej procesji, a jej momentem kulminacyjnym będzie błogosławieństwo eucharystyczne, kiedy wszyscy razem pochylimy głowy przed Tym, który nad nami się pochylił i za nas oddał życie. Omówmy krótko te trzy momenty, ponieważ w nich rzeczywiście wyraża się nasza wiara i nasze życie.
Pierwszym aktem jest zatem gromadzenie się w obecności Pana. W czasach starożytnych nazywano to «statio». Wyobraźmy sobie przez chwilę, że w całym Rzymie jest tylko ten jeden ołtarz i że wszyscy chrześcijanie w mieście zostali zaproszeni, by się tu zgromadzić i chwalić Zbawiciela, który umarł i zmartwychwstał. Daje nam to wyobrażenie o tym, czym była na początku, w Rzymie i tak wielu innych miastach, do których docierało przesłanie Ewangelii, liturgia Eucharystii: w każdym Kościele partykularnym był tylko jeden biskup i wokół niego, wokół sprawowanej przez niego Eucharystii tworzyła się wspólnota, jedyna, bo jeden był błogosławiony Kielich i łamany Chleb, zgodnie z tym, co mówią słowa Apostoła Pawła w dzisiejszym drugim czytaniu (por. 1 Kor 10, 16-17). Przywodzi to na pamięć inne słynne zdanie Pawła: «Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie» (Ga 3,28).
«Wszyscy jesteście kimś jednym!» W tych słowach wyczuwa się prawdę i moc rewolucji chrześcijańskiej, najgłębszej rewolucji w dziejach ludzkości, którą przeżywa się wokół Eucharystii: tu gromadzą się w obecności Pana ludzie różniący się wiekiem, płcią, położeniem społecznym, ideami politycznymi. Eucharystia nigdy nie może być sprawą prywatną, przeznaczoną wyłącznie dla tych, którzy się dobrali ze względu na wspólne cechy czy przyjaźń. Eucharystia jest kultem publicznym, w którym nie ma nic ezoterycznego, wyłącznego. Również i tu, dziś wieczór, nie wybraliśmy sobie osób, z którymi się spotykamy, lecz przyszliśmy i wszyscy razem tu stoimy, złączeni wiarą i powołaniem, by stać się jednym ciałem, dzieląc jeden Chleb, którym jest Chrystus. Jesteśmy zjednoczeni bez względu na różnice narodowości, zawodu, statusu społecznego, idei politycznych: otwieramy się na siebie nawzajem, aby poczynając od Niego, stać się jednym. To właśnie od samego początku było jedną z cech chrześcijaństwa, urzeczywistniającą się wokół Eucharystii, i trzeba zawsze czuwać, by często powracające tendencje do partykularyzmu, nawet w dobrej wierze, nie prowadziły w rzeczywistości w przeciwną stronę. Dlatego Boże Ciało przypomina nam przede wszystkim to, że być chrześcijanami znaczy przybywać ze wszystkich stron, by stanąć w obecności jedynego Pana i stać się jedno z Nim i w Nim.
Drugi konstytutywny aspekt to droga z Panem. Rzeczywistość tę wyraża procesja po Mszy św., będąca jej niemal naturalnym przedłużeniem, w której będziemy szli za Tym, który jest drogą, szlakiem. Dając nam siebie w Eucharystii, Pan Jezus uwalnia nas od tego, co nas «paraliżuje», pozwala nam wstać i iść naprzód, czyli pomaga zrobić pierwszy krok, potem następny, i w końcu rzeczywiście ruszamy w drogę mocą tego Chleba życia.
Tak jak przydarzyło się prorokowi Eliaszowi, który schronił się na pustyni z obawy przed nieprzyjaciółmi i postanowił tam umrzeć (por. 1 Krl 19, 1-4). Bóg jednak obudził go ze snu, a obok leżał świeży podpłomyk: «Wstań, jedz, bo przed tobą długa droga» (1 Krl 19, 5.7).
Procesja Bożego Ciała uczy nas, że Eucharystia pragnie nas wyzwolić z wszelkiego zniechęcenia i rezygnacji, byśmy mogli podnieść się i ponownie wyruszyć w drogę z mocą, którą daje nam Bóg poprzez Jezusa Chrystusa. To właśnie stało się udziałem ludu Izraela po wyjściu z Egiptu, w czasie długiej wędrówki przez pustynię, o której mówiło pierwsze czytanie. Doświadczenie to ma zasadnicze znaczenie dla Izraela, ale stanowi też wzór dla całej ludzkości. W istocie, powiedzenie, że «nie samym tylko chlebem żyje człowiek, ale człowiek żyje wszystkim, co pochodzi z ust Pana» (Pwt 8,3), ma charakter powszechny i odnosi się do każdego człowieka jako takiego. Każdy może znaleźć własną drogę, jeśli spotka Tego, który jest Słowem i Chlebem życia, i pozwoli, by go prowadziła Jego przyjazna obecność. Bez Boga-z-nami, Boga bliskiego, czyż moglibyśmy wytrwać w pielgrzymce życia, czy to indywidualnie, czy też jako społeczeństwo i rodzina narodów? Eucharystia jest sakramentem Boga, który nigdy nie zostawia nas samych w drodze, lecz idzie obok nas i wskazuje nam kierunek. Nie wystarczy bowiem iść naprzód, trzeba widzieć, dokąd się idzie! Nie wystarczy «postęp», gdy brak punktów odniesienia. Co więcej, jeśli zbaczamy z drogi, możemy skończyć w przepaści, a w każdym razie szybko oddalić się od celu. Bóg stworzył nas jako istoty wolne, ale nie zostawił nas samych: On sam stał się drogą i idzie razem z nami, żeby nasza wolność miała również kryterium pozwalające rozeznać właściwą drogę i nią podążać.
Nie można tu nie pomyśleć o początku Dekalogu, dziesięciorga przykazań, gdzie jest napisane: «Ja jestem Pan, twój Bóg, który cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli. Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie!» (Wj 20, 2-3). Odkrywamy tu znaczenie trzeciego podstawowego momentu Bożego Ciała: adorowania Pana na klęczkach. Adoracja Boga Jezusa Chrystusa, który stał się chlebem łamanym z miłości, jest najbardziej skutecznym i radykalnym środkiem przeciwdziałającym wszelkiej, dawnej i współczesnej, idolatrii. Klęczenie przed Eucharystią jest wyznaniem wolności: ten kto klęka przed Jezusem, nie może i nie powinien korzyć się przed żadną władzą ziemską, bez względu na jej siłę. My chrześcijanie klękamy tylko przed Bogiem, przed Najświętszym Sakramentem, ponieważ w Nim, jak wiemy i jak wierzymy, jest obecny jedyny prawdziwy Bóg, który stworzył świat i tak go umiłował, że dał swego Jednorodzonego Syna (por. J 3, 16). Korzymy się przed Bogiem, bo On pierwszy pochylił się nad człowiekiem, jak Dobry Samarytanin, aby mu pomóc i przywrócić życie, i uklęknął przed nami, by umyć nasze brudne nogi.
Adorować Ciało Chrystusa znaczy wierzyć, że tu, w tym kawałku chleba, jest rzeczywiście Chrystus, który nadaje prawdziwy sens życiu, zarówno ogromnemu wszechświatowi, jak najmniejszemu stworzeniu, całym ludzkim dziejom i najkrótszemu nawet życiu. Adoracja jest modlitwą, która jest przedłużeniem liturgii i komunii eucharystycznej, i z której dusza wciąż czerpie pokarm: żywi się miłością, prawdą, pokojem; żywi się nadzieją, ponieważ Ten, przed którym się korzymy, nie sądzi nas, nie przygniata, lecz wyzwala i przemienia.
Dlatego właśnie zgromadzenie się, procesja i adoracja napełniają nas radością. Adorując na wzór Maryi, którą w tym miesiącu wspominamy w szczególny sposób, modlimy się za nas i za wszystkich; modlimy się za każdą osobę, która żyje w tym mieście, aby mogła poznać Ciebie, Ojcze, i Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa. I w ten sposób mieć życie w obfitości.
Homilia Benedykta XVI w uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa 7.06.2007 r.
Drodzy Bracia i Siostry!
Przed chwilą śpiewaliśmy słowami Sekwencji: «Dogma datur christianis, / quod in carnem transit panis, / et vinum in sanguinem - Jest pewności naszej skała, / że się chleb przemienia w Ciało, / wino Krwią się staje». Dziś potwierdzamy z wielką radością naszą wiarę w Eucharystię, tajemnicę, która jest sercem Kościoła. W opublikowanej niedawno Posynodalnej Adhortacji apostolskiej Sacramentum caritatis przypomniałem, że tajemnica eucharystyczna «jest darem, jaki Jezus Chrystus czyni z samego siebie, objawiając nam nieskończoną miłość Boga wobec każdego człowieka». Dlatego też Boże Ciało jest świętem wyjątkowym, doniosłym momentem, w którym każda wspólnota chrześcijańska wyznaje swoją wiarę i wielbi Boga. To święto zostało ustanowione w szczególnym kontekście historycznym i kulturowym i w ściśle określonym celu: miało otwarcie potwierdzić wiarę Ludu Bożego w Jezusa Chrystusa żywego i realnie obecnego w Najświętszym Sakramencie Eucharystii. Jest świętem ustanowionym, by publicznie adorować i wychwalać Pana, dziękując Mu za to, że «w sakramencie Eucharystii Jezus nadal miłuje nas 'aż do końca', aż po dar ze swego ciała i swojej krwi».
Ta wieczorna Msza św. wprowadza nas ponownie w duchowy klimat Wielkiego Czwartku, dnia, w którym Chrystus w przeddzień swojej męki ustanowił w Wieczerniku najświętszą Eucharystię. Boże Ciało nawiązuje zatem do tajemnicy Wielkiego Czwartku, jakby w odpowiedzi na wezwanie Jezusa, by rozgłaszać «na dachach» to, co On nam przekazał w sekrecie (por. Mt 10,27). Choć dar Eucharystii otrzymało podczas Ostatniej Wieczerzy grono apostołów, był on jednak przeznaczony dla wszystkich, dla całego świata. I dlatego trzeba go głosić i ukazywać otwarcie, aby każdy mógł spotkać «Jezusa, który przechodzi», jak kiedyś na drogach Galilei, Samarii i Judei; aby każdy, przyjmując Go, mógł zostać uzdrowiony i odnowiony mocą Jego miłości. To właśnie, drodzy przyjaciele, jest trwałym i żywym dziedzictwem, które Jezus pozostawił nam w sakramencie swego Ciała i swojej Krwi. To dziedzictwo powinniśmy stale na nowo rozważać i przeżywać, aby «jego niewyczerpana moc - jak powiedział czcigodny papież Paweł VI - wywierała wpływ na wszystkie dni naszego doczesnego życia» (Insegnamenti, V [1967], s. 779).
We wspomnianej już posynodalnej adhortacji, komentując aklamację kapłana po konsekracji: «Oto wielka tajemnica wiary!», napisałem: tymi słowami «kapłan głosi sprawowane misterium i odsłania swój zachwyt nad substancjalną przemianą chleba i wina w Ciało i Krew Pana Jezusa, rzeczywistością, która przekracza wszelkie ludzkie zrozumienie» (n. 6). Właśnie dlatego, że chodzi tu o rzeczywistość tajemniczą, która przekracza nasze możliwości rozumienia, nie powinniśmy się dziwić, że również dziś wielu ludziom trudno jest uznać realną obecność Chrystusa w Eucharystii. Inaczej zresztą być nie może. Tak było począwszy od dnia, w którym w synagodze w Kafarnaum Jezus otwarcie powiedział, że przyszedł dać nam na pokarm swoje Ciało i swoją Krew (por. J 6, 26-58). Jego mowa wydała się «trudna» i wielu się od Niego odwróciło. Eucharystia, tak jak i dziś, była wówczas «znakiem sprzeciwu» i tylko tym może być, bo w obliczu Boga, który staje się ciałem i poświęca samego siebie za życie świata, ludzka mądrość przeżywa poważny kryzys. Kościół jednak z pokorną ufnością utożsamia się z wiarą Piotra i innych apostołów i wraz z nimi głosi, jak my głosimy: «Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego» (J 6,68). My także złóżmy na nowo dziś wieczór to wyznanie wiary w Chrystusa żywego i obecnego w Eucharystii: Tak, «jest pewności naszej skała, / że się chleb przemienia w Ciało, / wino Krwią się staje».
W szczytowym momencie Sekwencji śpiewaliśmy: «Ecce panis angelorum, / factus cibus viatorum: / vere panis filiorum - Oto boski chleb aniołów, / dla pielgrzymów wśród padołów, / dla synowskich jeno stołów». To dzięki łasce Pana jesteśmy synami.
Eucharystia jest pokarmem przeznaczonym wyłącznie dla tych, którzy w chrzcie zostali wyzwoleni i stali się synami; jest to pokarm, którym się żywią na długiej drodze wygnania przez pustynię ludzkiej egzystencji. Tak jak manna dla ludu Izraela, tak Eucharystia dla każdego pokolenia chrześcijan jest niezbędnym pokarmem, którym się odżywia, kiedy idzie przez pustynię tego świata, spustoszonego przez systemy ideologiczne i ekonomiczne, które nie wspierają życia, lecz je niszczą; jest to świat, w którym zamiast ducha służby i miłości panuje logika siły i posiadania; świat, w którym nierzadko tryumfuje kultura przemocy i śmierci. Ale Jezus wychodzi nam naprzeciw i daje nam pewność: On sam jest «chlebem życia» (J 6, 35.48). Przypomniał to w słowach śpiewu, który poprzedził Ewangelię: «Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki» (por. J 6,51).
We fragmencie Ewangelii odczytanym przed chwilą św. Łukasz opisuje cud rozmnożenia pięciu chlebów i dwóch ryb, którymi Jezus nakarmił tłumy «na pustkowiu», mówiąc na koniec: «Jedli i nasycili się wszyscy» (por. Łk 9, 11 b-17). Pragnę przede wszystkim zwrócić uwagę na owo «wszyscy». Pragnieniem Pana jest bowiem, by każdy człowiek spożywał Eucharystię, bo jest ona przeznaczona dla wszystkich. Tak jak w Wielki Czwartek ukazany zostaje ścisły związek między Ostatnią Wieczerzą i tajemnicą śmierci Jezusa na krzyżu, tak dziś, w święto Bożego Ciała, poprzez procesję i wspólnotową adorację Eucharystii zwraca się uwagę na to, że Chrystus złożył siebie w ofierze za całą ludzkość. Jego przejście pośród domów i po ulicach naszego miasta będzie dla tych, którzy tam mieszkają, darem radości, życia bez końca, pokoju i miłości.
W owym fragmencie Ewangelii jeszcze jeden szczegół zwraca naszą uwagę: cud dokonany przez Pana zawiera wyraźne wezwanie, by każdy wniósł swój wkład. Dwie ryby i pięć chlebów to nasz wkład, skromny, ale niezbędny, który On przemieni w dar miłości dla wszystkich. «Chrystus nadal, również i teraz - napisałem w cytowanej już posynodalnej adhortacji - wzywa swych uczniów, by osobiście angażowali się». Eucharystia wzywa zatem, byśmy byli święci i byśmy stawali się darem dla braci, ponieważ «powołaniem każdego z nas jest, byśmy wraz z Jezusem byli chlebem łamanym za życie świata».
Wezwanie to nasz Pan kieruje w sposób szczególny do nas, drodzy bracia i siostry rzymianie, zgromadzeni wokół Eucharystii na tym historycznym placu. Na zakończenie tej Mszy św. wszyscy razem weźmiemy udział w procesji, by ulicami Rzymu symbolicznie zanieść Pana Jezusa do wszystkich dzielnic miasta. Zaprowadzimy Go tam, gdzie toczy się nasze codzienne życie, aby szedł, gdzie my idziemy, aby żył tam, gdzie my żyjemy. Wiemy bowiem, że - jak przypomniał nam Apostoł Paweł w Liście do Koryntian - w każdej Eucharystii, również dziś wieczór, «śmierć Pańską głosimy, aż przyjdzie» (por. 1 Kor 11,26). Idziemy po drogach świata, wiedząc, że On jest u naszego boku, a umacnia nas nadzieja, że pewnego dnia spotkamy Go twarzą w twarz i będziemy mogli zobaczyć Jego oblicze.
Tymczasem już teraz słuchajmy Jego głosu, który powtarza słowa zapisane w Księdze Apokalipsy: «Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli ktoś posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną» (Ap 3,20). Święto Bożego Ciała ma nam pomóc usłyszeć, pomimo przytępienia naszego wewnętrznego słuchu, owo kołatanie Pana. Jezus kołacze do naszych serc i prosi, żebyśmy Mu pozwolili wejść nie tylko na jeden dzień, lecz na zawsze. Przyjmijmy Go z radością i razem módlmy się do Niego słowami liturgii: «O pasterzu, chlebie żywy, / Jezu, bądź nam litościwy, / (...) Znawco naszych dusz tajników, / co nas żywisz, śmiertelników, uczyń nas współbiesiadników, / współdziedziców i wspólników: / w wybranych rodzinie».
Rozważanie Benedykta XVI przed modlitwą „Anioł Pański” 10.06.2007 r.
Drodzy Bracia i Siostry!
Dzisiejsza uroczystość Bożego Ciała, która w Watykanie i w niektórych krajach była obchodzona w zeszły czwartek, zachęca nas do kontemplowania wielkiej tajemnicy naszej wiary: Najświętszej Eucharystii, rzeczywistej obecności Pana Jezusa Chrystusa w sakramencie ołtarza. Za każdym razem, kiedy kapłan na nowo sprawuje Ofiarę Eucharystyczną, powtarza w modlitwie konsekracyjnej: «To jest Ciało Moje... to jest Krew Moja». Mówi to, użyczając swojego głosu, swoich rąk i serca Chrystusowi, który zechciał zostać z nami i być bijącym sercem Kościoła. Lecz także po zakończeniu sprawowania Bożych tajemnic Pan Jezus pozostaje żywy w tabernakulum; dlatego wielbimy Go w sposób szczególny w adoracji eucharystycznej, jak przypomniałem w niedawno opublikowanej Posynodalnej Adhortacji apostolskiej Sacramentum caritatis. Istnieje wręcz ścisły związek między celebracją i adoracją. Msza św. jest bowiem największym aktem adoracji Kościoła: «Niech nikt nie spożywa tego Ciała - pisze św. Augustyn - jeśli Go najpierw nie adorował». Adoracja poza Mszą św. przedłuża i umacnia to, co wydarzyło się podczas liturgii, i umożliwia pełne i głębokie przyjęcie Chrystusa. Dziś we wspólnotach chrześcijańskich na całym świecie odbywają się procesje eucharystyczne, będące szczególnym rodzajem publicznej adoracji Eucharystii, wzbogaconej o różne, piękne i tradycyjne formy pobożności ludowej.
Chciałbym skorzystać ze sposobności, jaką mi daje dzisiejsza uroczystość, by gorąco zachęcić pasterzy i wszystkich wiernych do praktykowania adoracji eucharystycznej. Wyrażam moje uznanie instytutom życia konsekrowanego, a także stowarzyszeniom i bractwom, które poświęcają się adoracji w sposób szczególny: przypominają one wszystkim o centralnym miejscu Chrystusa w życiu każdego z nas i całego Kościoła. Z radością stwierdzam również, że wielu młodych ludzi odkrywa piękno adoracji, zarówno indywidualnej, jak wspólnotowej. Wzywam kapłanów, by zachęcali do tego grupy młodzieży, a także nad nimi czuwali, aby adoracja wspólnotowa miała zawsze stosowną i godną formę, przewidującą odpowiednią ilość czasu na ciszę i na słuchanie słowa Bożego. W dzisiejszym życiu, często wypełnionym hałasem i krzątaniną, bardziej niż kiedykolwiek ważne jest, byśmy odzyskali umiejętność wewnętrznego wyciszenia i skupienia: adoracja eucharystyczna pozwala czynić to, koncentrując się nie tylko na własnym «ja», lecz w towarzystwie owego «Ty» pełnego miłości, którym jest Jezus Chrystus, «Bóg nam bliski». Niech Najświętsza Maryja Panna, Niewiasta Eucharystii, wprowadzi nas w tajniki prawdziwej adoracji. Jej serce, pełne pokory i prostoty, było zawsze skupione na tajemnicy Jezusa, w którym wielbiła obecność Boga i Jego odkupieńczej miłości. Za Jej wstawiennictwem niech rośnie w całym Kościele wiara w tajemnicę eucharystyczną, radość płynąca z uczestniczenia w Mszy św., zwłaszcza niedzielnej, i pragnienie świadczenia o ogromnej miłości Chrystusa.
Rozważanie Benedykta XVI przed modlitwą „Anioł Pański” w Uroczystość Bożego Ciała 18.06.2006 r.
Drodzy Bracia i Siostry!
Dziś we Włoszech i w innych krajach obchodzona jest uroczystość Bożego Ciała, która w Rzymie została już uczczona w miniony czwartek procesją po ulicach miasta. Jest to uroczyste i publiczne święto Eucharystii, sakramentu Ciała i Krwi Chrystusa. Tajemnica ta, ustanowiona w czasie Ostatniej Wieczerzy i każdego roku uroczyście upamiętniana w Wielki Czwartek, w tym dniu jest ukazywana wszystkim, otaczana żarliwą wiarą i pobożnością przez wspólnotę kościelną. Eucharystia stanowi w istocie «skarb» Kościoła, cenne dziedzictwo, które zostawił mu Pan. I Kościół strzeże jej z największą troską, czcząc ją każdego dnia we Mszy św., adorując w kościołach i kaplicach, rozdzielając chorym i, jako wiatyk, tym, którzy wyruszają w ostatnią drogę.
Jednakże oddziaływanie tego skarbu, przeznaczonego dla ochrzczonych, nie kończy się w Kościele: Eucharystia to Pan Jezus, który daje siebie «za życie świata» (J 6,51). W każdym czasie i w każdym miejscu On pragnie spotkać człowieka i nieść mu życie Boże. I nie tylko. Eucharystia ma także wymiar kosmiczny: przemiana chleba i wina w Ciało i Krew Chrystusa stanowi w istocie początek przebóstwienia samego stworzenia. Dlatego uroczystość Bożego Ciała wyróżnia w sposób szczególny tradycja procesji z Najświętszym Sakramentem, która ma bogatą wymowę.
Niosąc Eucharystię przez ulice i place, pragniemy przybliżyć Chleb, który zstąpił z nieba, do naszego codziennego życia; chcemy, aby Jezus szedł tam, gdzie my chodzimy, aby żył tam, gdzie my żyjemy. Nasz świat, nasze życie winny stać się Jego świątynią. Wspólnota chrześcijańska w tym świątecznym dniu głosi, że Eucharystia jest dla niej wszystkim; jest jej życiem, źródłem miłości, która zwycięża śmierć. Z komunii z Chrystusem-Eucharystią rodzi się miłość, która przemienia nasze życie i podtrzymuje nas wszystkich na drodze ku niebieskiej ojczyźnie. Dlatego w liturgii śpiewamy: «Dobry Pasterzu, prawdziwy Chlebie, / (...) Ty, który wszystko wiesz i wszystko możesz, który karmisz nas na ziemi, / prowadź Twych braci / do niebieskiego stołu / w chwale Twych świętych».
Maryja jest «Niewiastą Eucharystii», jak określił Ją Papież Jan Paweł II w swej Encyklice Ecclesia de Eucharistia. Módlmy się do Najświętszej Dziewicy, aby każdy chrześcijanin pogłębiał wiarę w tajemnicę eucharystyczną i mógł żyć w stałym zjednoczeniu z Jezusem oraz być Jego wiarygodnym świadkiem.
Homilia Benedykta XVI podczas Mszy św. w uroczystość Bożego Ciała 26.05.2005 r.
W uroczystość Bożego Ciała Kościół przeżywa na nowo tajemnicę Wielkiego Czwartku w świetle Zmartwychwstania. Także Wielki Czwartek ma swoją procesję eucharystyczną, którą Kościół przypomina wyjście Jezusa z Wieczernika na Górę Oliwną. W Izraelu świętowano noc Paschy w domu, w gronie rodziny: była to pamiątka pierwszej Paschy w Egipcie - pamiątka nocy, podczas której krew baranka paschalnego, którą skropiono odrzwia i progi domów, chroniła przed zagładą. Tej nocy Jezus wychodzi na zewnątrz i oddaje się w ręce zdrajcy, w ręce zabójcy, i właśnie w ten sposób zwycięża noc, zwycięża mroki zła. Tylko w ten sposób dar Eucharystii, ustanowionej w Wieczerniku, staje się pełny; Jezus prawdziwie daje swoje ciało i swoją krew. Przekraczając próg śmierci, staje się żywym Chlebem, prawdziwą manną, niewyczerpanym pokarmem na wszystkie wieki. Ciało staje się Chlebem życia. W uroczystość Bożego Ciała Kościół przeżywa na nowo tajemnicę Wielkiego Czwartku w świetle Zmartwychwstania. Także Wielki Czwartek ma swoją procesję eucharystyczną, którą Kościół przypomina wyjście Jezusa z Wieczernika na Górę Oliwną. W Izraelu świętowano noc Paschy w domu, w gronie rodziny: była to pamiątka pierwszej Paschy w Egipcie - pamiątka nocy, podczas której krew baranka paschalnego, którą skropiono odrzwia i progi domów, chroniła przed zagładą. Tej nocy Jezus wychodzi na zewnątrz i oddaje się w ręce zdrajcy, w ręce zabójcy, i właśnie w ten sposób zwycięża noc, zwycięża mroki zła. Tylko w ten sposób dar Eucharystii, ustanowionej w Wieczerniku, staje się pełny; Jezus prawdziwie daje swoje ciało i swoją krew. Przekraczając próg śmierci, staje się żywym Chlebem, prawdziwą manną, niewyczerpanym pokarmem na wszystkie wieki. Ciało staje się Chlebem życia.
W procesji wielkoczwartkowej Kościół idzie z Jezusem na Górę Oliwną: rozmodlony Kościół gorąco pragnie czuwać z Jezusem, nie chce zostawiać Go samego w noc, która zapadła nad światem, w tę noc zdrady, noc powszechnej obojętności. W uroczystość Bożego Ciała kontynuujemy tę procesję, ale już w klimacie radości zmartwychwstania. Chrystus zmartwychwstał i idzie przed nami. Opisy zmartwychwstania mają pewien wspólny, istotny rys; aniołowie mówią: Pan «udaje się przed wami do Galilei. Tam Go ujrzycie» (Mt 28,7). Rozważając te słowa głębiej, możemy powiedzieć, że Jezus «udaje się» przed nami w dwóch kierunkach. Pierwszym — jak już powiedzieliśmy — jest Galilea. W Izraelu Galilea była uważana za bramę wiodącą do świata pogan. Istotnie, właśnie w Galilei, na szczycie góry, uczniowie widzą Jezusa, swojego Pana, który mówi im: «Idźcie (...) i nauczajcie wszystkie narody» (Mt 28,19). Drugi kierunek, w którym Zmartwychwstały «udaje się» przed nami, wskazują zawarte w Ewangelii św. Jana słowa Jezusa do Magdaleny: «Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca» (J 20,17). Jezus «udaje się» przed nami do Ojca, wstępuje na wyżyny Boga i wzywa nas, byśmy szli w Jego ślady. Te dwa kierunki, w jakich podąża Zmartwychwstały, nie są przeciwne, ale łącznie wskazują drogę naśladowania Chrystusa.
Prawdziwy cel naszej wędrówki to komunia z Bogiem - sam Bóg jest domem, w którym jest mieszkań wiele (por. J 14,2 n.). Jednak aby dojść do tego domu, musimy iść «do Galilei» drogami świata, niosąc Ewangelię wszystkim narodom, niosąc dar Jego miłości ludziom wszystkich czasów. Dlatego drogi apostołów zawiodły ich aż «na krańce ziemi» (por. Dz 1,6 n.); dlatego św. Piotr i św. Paweł dotarli aż do Rzymu - miasta, które było wówczas centrum całego znanego świata, prawdziwym caput mundi.
Procesja Wielkiego Czwartku idzie z Jezusem, który w samotności zmierza ku «drodze krzyżowej». Natomiast procesja Bożego Ciała jest symboliczną odpowiedzią na polecenie Zmartwychwstałego: udaję się przed wami do Galilei. Idźcie na krańce świata, nieście Ewangelię światu. To prawda, w perspektywie wiary Eucharystia jest tajemnicą zażyłości. Chrystus ustanowił ten Sakrament w Wieczerniku, w gronie swojej nowej rodziny, dwunastu apostołów, którzy byli zapowiedzią i antycypacją Kościoła wszystkich czasów. Dlatego w starożytnym Kościele komunię św. zapowiadano słowami: Sancta sanctis - święty dar jest przeznaczony dla tych, którzy są uświęceni. W ten sposób odpowiadano na napomnienie św. Pawła skierowane do Koryntian: «Niech przeto człowiek baczy na siebie samego, spożywając ten chleb i pijąc z tego kielicha» (1 Kor 11,28). Niemniej z tej zażyłości, która jest niezwykle osobistym darem Chrystusa, moc sakramentu Eucharystii promieniuje poza mury naszych kościołów. W tym sakramencie Chrystus zawsze idzie drogą wiodącą do świata. Ten powszechny aspekt obecności eucharystycznej jest widoczny w procesji obchodzonego przez nas święta. Niesiemy Chrystusa, obecnego pod postacią chleba, ulicami naszych miast. Zawierzamy te ulice, te domy - nasze życie codzienne - Jego dobroci. Nasze drogi niech będą drogami Jezusa! Nasze domy niech będą domami dla Niego i z Nim! Nasze codzienne życie niech będzie przeniknięte Jego obecnością. W tym akcie przedstawiamy Mu cierpienia chorych, samotność młodych i starych, pokusy, lęki - całe nasze życie. Ta procesja ma być wielkim publicznym błogosławieństwem dla naszego miasta. Osoba Chrystusa jest Bożym błogosławieństwem dla świata - niech więc promień Jego błogosławieństwa dosięgnie każdego z nas!
Jak powiedzieliśmy, w procesji Bożego Ciała towarzyszymy Zmartwychwstałemu, który idzie drogą wiodącą do całego świata. A gdy to czynimy, odpowiadamy także na Jego polecenie: «Bierzcie i jedzcie (...). Pijcie z niego wszyscy» (Mt 26,26 n.). Nie można «spożywać» Zmartwychwstałego, obecnego pod postacią chleba, tak jak się je kawałek zwykłego chleba. Spożywać ten chleb znaczy łączyć się, wchodzić w komunię z Osobą żywego Chrystusa. Ta komunia, ten akt «spożywania» jest prawdziwym spotkaniem dwóch osób, jest przyzwoleniem, aby przeniknęło mnie życie Tego, który jest Panem, który jest moim Stwórcą i Odkupicielem. Celem tej komunii, tego «spożywania», jest włączenie mojego życia w Jego życie, moja przemiana i upodobnienie do Tego, który jest żywą miłością. Komunia ta zakłada zatem adorację, wolę naśladowania Chrystusa, pójścia śladem Tego, który idzie przed nami. Adoracja i procesja składają się zatem na jeden akt komunii; odpowiadają na polecenie Chrystusa: «Bierzcie i jedzcie».
Nasza procesja kończy się przed bazyliką Matki Boskiej Większej, kończy się spotkaniem z Maryją, którą drogi Papież Jan Paweł II nazwał «Niewiastą Eucharystii». Maryja, Matka Chrystusa, naprawdę uczy nas, co znaczy wejść w komunię z Chrystusem: Maryja ofiarowała swoje ciało i swoją krew Jezusowi, stała się żywym namiotem Słowa, pozwalając, aby Jego obecność przeniknęła Jej ciało i ducha. Módlmy się do Niej, naszej świętej Matki, aby pomagała nam otwierać coraz bardziej całe nasze życie na obecność Chrystusa; aby pomagała nam iść wiernie za Nim, dzień po dniu, drogami naszego życia.