
Czy mógłby ksiądz odpowiedzieć na to pytanie, mając na uwadze posługę kapłańską?
To bardzo złożone pytanie, ale ja bym się odwołał do fenomenu nauki empirycznej, w której naukowcy mówią, że dziś jest wszystkiego za dużo. Mamy za dużo pieniędzy, bodźców, za dużo jedzenia, za dużo rozrywek, za dużo mediów, za dużo seksu, za dużo możliwości, za dużo wyboru, za dużo wiedzy, wszystkiego jest za dużo. I to nie jest nasza wina, że lepiej nam się żyje niż sto lat temu. Problem polega na tym, że my w takim świecie, gdzie jest za dużo, łatwo się gubimy. Jeśli od siebie nie wymagamy takim wysiłkiem woli, determinacją, to szybko karłowaciejemy jako ludzie, bo warunki od nas nie wymagają. Kiedyś ludzi wychowywało życie, a dziś, jeśli sami się nie wychowamy, to życie nas często degraduje. W tej kulturze „za dużo”, my tracimy sens, bo już nie wiemy, co jest istotą, co naprawdę daje szczęście. I to jest problem współczesnego świata.
Dziś mamy na co dzień media społecznościowe, które dają nam nieograniczone możliwości – kiedyś relacje budowaliśmy z rodziną, z kolegami ze szkoły, pracy, znajomymi z sąsiedztwa. Dziś internet daje możliwość budowania relacji z każdym człowiekiem na najdalszym zakątku świata, z kim chcę i kiedy chcę. Możliwości jest za dużo. Media społecznościowe są po to, byśmy nie byli samotni, byśmy mogli mieć relacje na wyciągnięcie ręki we dnie i w nocy. I paradoksalnie, w takim świecie wielu ludzi doświadcza samotności i zamiast prawdziwych relacji, doświadcza substytutu relacji, które życia nie dają. I ludzie tracą sens, i to jest ta kultura „za dużo”. Ludzie się gubią, bo wszyscy mamy słuszne te same potrzeby: szacunku, miłości, bezpieczeństwa, akceptacji. Tylko dziś bardzo często zamiast wybierać sposoby zaspokajania tych potrzeb, które dają nam życie i szczęście, wybieramy strategie, które nas niszczą i degradują.
Najgorsze jest to, że kiedyś nazywaliśmy zło – złem, a dobro – dobrem, czyli mogłem się pogubić, ale cała kultura, otaczająca wrażliwość społeczna, w dużej mierze ukształtowana przez Kościół, ona mówiła, co jest dobre a co złe. Pokazywała nam dobre i złe strategie zaspakajania potrzeb. A dziś mamy czasy, że kultura mówi, że coś jest dobre dla ciebie, a to jest złe, i jeśli ja to „łyknę”, to pewnego dnia odkrywam, że to mnie zniszczyło i tracę sens. Nie wierzę Bogu, Kościołowi, świat mnie oszukał, nie wierzę sobie, nie wierzę nikomu, tracę sens. I to jest najdalsza konsekwencja tej kultury „za dużo”.
ks. Tomasz Wasilewski SSP